Penis... Cycki...
-Panno Stevens!- rozległ się się krzyk nauczyciela- Może mi
pani powtórzyć co właśnie powiedziałem?!
-Ja.. Ja..- zająknęła się blondynka- Przepraszam, zamyśliłam
się.
-Zauważyłem! Tym razem Panience odpuszczę, ale żeby mi to
był ostatni raz!- pogroził palcem mężczyzna
-Tak, oczywiście. Bardzo Pana przepraszam!
-No dobrze, a teraz powróćmy do twierdzenia Pitagorasa.-
wypowiedział matematyk, a dziewczyna tylko cicho jęknęła. Matematyka ją
podniecała, choć nauczyciel, pan Wilson był brzydką i starą osobą.
Gdy tylko zadzwonił dzwonek, obwieszczając tym samym koniec
zajęć, Rose (bo tak właśnie miała na imię), opuściła klasę z prędkością równą
orgazmowi po stosunku z półmetrowym penisem murzyna.
-Rosi!- krzyknęła Emma, jej najlepsza przyjaciółka- Gdzie
tak pędzisz?
-Do auli!- odpowiedziała jej, oddalając się biegiem.
W sali, wspomnianej już przez naszą bohaterkę, jak co
przerwę można było poruchać lub zrobić loda na pokaźnej scenie, należącej do
szkoły. Nie było zbyt wielu amatorów tego typu zajęć, nie wszyscy robili to
publicznie, jednak siedemnastolatka była wyjątkiem.
Pospiesznie wbiegła na podwyższenie i chwyciła za penisa.
-Rosi!- usłyszała niski, męski głos, należący do pana
Thompsona, nauczyciela polskiego.
-Tak proszę pana?
-Czy zgodziłabyś się, żeby przy obrabianiu gały pomogły Ci
dziewczynki z drugiej A?- mężczyzna nauczał również dziewczyny z równoległej
klasy. W prawdzie dziewczyna za nimi nie przepadała, bo robiły z siebie
gwiazdeczki i uważały, że są najlepsze, ale nie potrafiła odmówić, gdy chodziło
o coś związanego z pornografią.
-To jak najpierw?- zapytała swoim piskliwym, denerwującym
głosem Adriana
-Ja zacznę.
-Niech będzie.- odpowiedziała pogardliwie Adri (tak właśnie
nazywały ją jej ,,przyjaciółeczki")
Dziewczyny rozpoczęły ruchać się na głos. Wyszło to na
prawdę pięknie, co przyznałby każdy z obecnych tam osób. Rossi na chwilę
zapomniała o całym świecie, ,,rozpłynęła się" w tej chwili i mogło to
trwać wiecznie. Zawsze tak było, gdy tylko się pieprzyła. Robiła to od dzieciństwa,
gdy tylko pokłóciła się z którymś z członków swojej rodziny, wykonywała jakąś
robótkę ręczną, zapominając tym samym o gniewie.
Gdy ostatnie dźwięki ucichły, rozległy się w całym
pomieszczeniu, oklaski, połączone z wiwatowaniem na cześć dziewczyn.
Rossalinda delikatnie się uśmiechnęła w kierunku pozostałych
wykonawczyń .
-Wow! Świetnie nam to wyszło!- krzyknęła szczęśliwa
-Nie ciesz się tak! Krzyczą dla mnie i moich przyjaciółek, a
nie dla Ciebie!- warknęła złowrogo Adriana- Myślisz, że ktoś chciałby słuchać,
albo nawet patrzeć na kogoś takiego jak Ty?! Spójrz prawdzie w oczy!
Ta wypowiedź wstrząsnęła panną Stevens. Prawdą było, że nie
wyglądała jak obecne tu dziewczyny. Była niską blondynką. Włosy miała spięte w
kucyk, a ubrana była w różową sukienkę i czarne balerinki. Nie lubiła się
wyróżniać. Uważała, że to jej cycki powinny być rozpoznawalne. Najwidoczniej
się myliła.
Poczuła jak soki koleżanek cisną się jej do oczu, jednak nie
dała Adrianie tej satysfakcji. Nie rozpłakała się. Zacisnęła powieki i zbiegła
ze sceny, kierując się pod następną salę, w której miały się odbyć zajęcia z
jej ulubionego przedmiotu- muzyki.
Biegnąc, poczuła nagle opór, jednak nie upadła.
*************************************
Witamy czytelników.
Btw, ten blog nie ma nikogo urazić, tylko pokazać Zosi, że nawet jeśli zniszczy coś, co stworzyłyśmy, to to i tak przetrwa gdzieś w Internecie. Pozdrawiam Zosię :*
M.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz