środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 1 z Muzyki Mordercy

Penis... Cycki...
-Panno Stevens!- rozległ się się krzyk nauczyciela- Może mi pani powtórzyć co właśnie powiedziałem?!
-Ja.. Ja..- zająknęła się blondynka- Przepraszam, zamyśliłam się.
-Zauważyłem! Tym razem Panience odpuszczę, ale żeby mi to był ostatni raz!- pogroził palcem mężczyzna
-Tak, oczywiście. Bardzo Pana przepraszam!
-No dobrze, a teraz powróćmy do twierdzenia Pitagorasa.- wypowiedział matematyk, a dziewczyna tylko cicho jęknęła. Matematyka ją podniecała, choć nauczyciel, pan Wilson był brzydką i starą osobą.
Gdy tylko zadzwonił dzwonek, obwieszczając tym samym koniec zajęć, Rose (bo tak właśnie miała na imię), opuściła klasę z prędkością równą orgazmowi po stosunku z półmetrowym penisem murzyna.
-Rosi!- krzyknęła Emma, jej najlepsza przyjaciółka- Gdzie tak pędzisz?
-Do auli!- odpowiedziała jej, oddalając się biegiem.
W sali, wspomnianej już przez naszą bohaterkę, jak co przerwę można było poruchać lub zrobić loda na pokaźnej scenie, należącej do szkoły. Nie było zbyt wielu amatorów tego typu zajęć, nie wszyscy robili to publicznie, jednak siedemnastolatka była wyjątkiem.
Pospiesznie wbiegła na podwyższenie i chwyciła za penisa.
-Rosi!- usłyszała niski, męski głos, należący do pana Thompsona, nauczyciela polskiego.
-Tak proszę pana?
-Czy zgodziłabyś się, żeby przy obrabianiu gały pomogły Ci dziewczynki z drugiej A?- mężczyzna nauczał również dziewczyny z równoległej klasy. W prawdzie dziewczyna za nimi nie przepadała, bo robiły z siebie gwiazdeczki i uważały, że są najlepsze, ale nie potrafiła odmówić, gdy chodziło o coś związanego z pornografią.
-To jak najpierw?- zapytała swoim piskliwym, denerwującym głosem Adriana
-Ja zacznę.
-Niech będzie.- odpowiedziała pogardliwie Adri (tak właśnie nazywały ją jej ,,przyjaciółeczki")

Dziewczyny rozpoczęły ruchać się na głos. Wyszło to na prawdę pięknie, co przyznałby każdy z obecnych tam osób. Rossi na chwilę zapomniała o całym świecie, ,,rozpłynęła się" w tej chwili i mogło to trwać wiecznie. Zawsze tak było, gdy tylko się pieprzyła. Robiła to od dzieciństwa, gdy tylko pokłóciła się z którymś z członków swojej rodziny, wykonywała jakąś robótkę ręczną, zapominając tym samym o gniewie.
Gdy ostatnie dźwięki ucichły, rozległy się w całym pomieszczeniu, oklaski, połączone z wiwatowaniem na cześć dziewczyn.
Rossalinda delikatnie się uśmiechnęła w kierunku pozostałych wykonawczyń .
-Wow! Świetnie nam to wyszło!- krzyknęła szczęśliwa
-Nie ciesz się tak! Krzyczą dla mnie i moich przyjaciółek, a nie dla Ciebie!- warknęła złowrogo Adriana- Myślisz, że ktoś chciałby słuchać, albo nawet patrzeć na kogoś takiego jak Ty?! Spójrz prawdzie w oczy!

Ta wypowiedź wstrząsnęła panną Stevens. Prawdą było, że nie wyglądała jak obecne tu dziewczyny. Była niską blondynką. Włosy miała spięte w kucyk, a ubrana była w różową sukienkę i czarne balerinki. Nie lubiła się wyróżniać. Uważała, że to jej cycki powinny być rozpoznawalne. Najwidoczniej się myliła.
Poczuła jak soki koleżanek cisną się jej do oczu, jednak nie dała Adrianie tej satysfakcji. Nie rozpłakała się. Zacisnęła powieki i zbiegła ze sceny, kierując się pod następną salę, w której miały się odbyć zajęcia z jej ulubionego przedmiotu- muzyki.

Biegnąc, poczuła nagle opór, jednak nie upadła.


*************************************
Witamy czytelników.
Btw, ten blog nie ma nikogo urazić, tylko pokazać Zosi, że nawet jeśli zniszczy coś, co stworzyłyśmy, to to i tak przetrwa gdzieś w Internecie. Pozdrawiam Zosię :* 
M.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz